|
POEMAT Z SZAROŚCI Bo czasem potrzeba czasu by opadły mgły zwatpienia saczace niepokój w żyły ludzkiej istoty. Strach żyje w tych oparach co wydobywają się z pomiędzy płytek chodnikowych gdy idę ulica o poranku... I ten kontrast mgły i światła prześwietlajacego ją i moje zwątpienie, daje ukojenie. Ustępuje natarczywe ujadanie głodnych władzy psów. Niekonsekwentne zło wyniszcza duszę. Jest więc drogą władzy i drogą przestrzeni, pomiędzy widzę bagna iluzji i urojeń. Jutro wsiadam na łódź wykonaną ze szlachetnej konsekwencji i będę przemierzał miarowo te niegościnne ziemie. I czemu choć nie jestem gadem zamieszkałem wlaśnie tu gdzie czystość przestrzeni i jaźni zagląda tak rzadko? Co sprowadziło mnie do tej samotni? Lub kto sprowokował to zajście? Jestem do głębi poruszony tym odkryciem. Ta świadomość stawia mnie w dziwnej sytuacji. Ale bez niej być może dalej oplatały by mnie te ziemie aż w końcu zostałbym bagiennym królem a w ręku dzierżył bym berło w kształcie węża. Póki co jednak jestem nieśmiertelny i ciągle chroni mnie Bog dlatego dziś słaby podźwignalem sie z wody i dryfuje. A może to demony co zbudzily się do życia w peruwiańskiej norze zaciagneły mnie tu? Czuję ich obecność w przestrzeni swej lecz ciągle jestem architektem tego świata choć oprócz mnie niewiele tu konstrukcji i istot. Na razie więc chroni mnie wiara otacza mnie gdy siedzę w swoim czółnie. Najwyższy już czas wyruszyć z powrotem w stronę dnia, będę dryfował w stronę słońca a z wiary utkam żagiel. Myślę, że mam szczęście i mimo wszystko wrócę do prawdziwego domu choć nie wiem czy pamiętam jak wygląda moja matka... A jeśli zestarzała się już i nie będę potrafił dostrzec w jej oczach schronienia mego z młodych lat? O jak rozpaczam nad dramatem tego życia... Wszak każdy z Nas ostatecznie zasili muł bezkresnych pól˛ które w końcu zaleje przerażający ogrom władzy lub przestrzeni, dobra lub zła. Jak rozpaczam nad próżnoscią walki istot lgnących do ciepła w tym zimnym świecie. Jak niedaleko mogą odejść od swych palenisk...ognisk ciepła. Jak krótkie jest to życie i jak bardzo heroiczne są nasze czyny, które popełniamy wierząc że budujemy lepszy świat dla siebie i dla innych. Jak wspaniali byli Ci ludzie których nie znałem i jak wielu odejdzie których podziwiam. Zostaje nam więc budować nasze światy i kochać je. Miłość jest tak naprawdę jedynym co mamy. Kto tego nie rozumie ślepcem jest wśród pól tego świata. A mówi to człowiek który sam nie wie czy żyje i czy nie podzielił smutnego losu zagubionych duchów gdy dopadły do demony... Do dziś często nie wiem czym jest materialna przestrzeń, tak przeraziła mnie wtedy pustka. Do dziś jest ona wszechobecna i czasem daje mi mądrość a czasem zagubienie. Kiedy więc tu przybyłem? A może byłem tu zawsze? A może wcale nie można obudzić się ze snu bo za granicą czeka kolejny sen? A może myśląc że dryfuję po oceanach swej świadomości kąpię się jako niemowle w wannie z zimna wodą? I za chwilę się przebudzę by matka wtulila mnie w swe ramiona? A może to przedłużająca się szara zima nadaje mi tą barwę? A może to wszystko to to samo lecz w innym języku? Może przestrzeń to to i to na raz? Demon to zima. Miłość to słońce. Port powstał z przestrzeni, domy z ludzi. Samoloty stworzyli wolno ludzie a wojna wyrosła na cmentarzach. A może wszystko nieustannie tworzy wszystko i określa? Tańcząc nieustanny taniec instrumentów? Muzyk jest swym instrumentem, Bóg jest światem, nie dwa lecz jeden, jansi Dodaj komentarz
|
|