dzicy

POEMAT Z SZAROŚCI by jansi

dodane: 2009-02-05 15:19:09 ostatnia zmiana: 2009-02-05 15:19:09
POEMAT Z SZAROŚCI


Bo czasem potrzeba czasu by opadły mgły zwatpienia saczace niepokój w
żyły ludzkiej istoty.

Strach żyje w tych oparach co wydobywają się z pomiędzy płytek
chodnikowych gdy idę ulica o poranku... I ten kontrast mgły i
światła prześwietlajacego ją i moje zwątpienie, daje ukojenie.

Ustępuje natarczywe ujadanie głodnych władzy psów. Niekonsekwentne
zło wyniszcza duszę. Jest więc drogą władzy i drogą przestrzeni,
pomiędzy widzę bagna iluzji i urojeń.

Jutro wsiadam na łódź wykonaną ze szlachetnej konsekwencji i będę
przemierzał miarowo te niegościnne ziemie.

I czemu choć nie jestem gadem zamieszkałem wlaśnie tu gdzie
czystość przestrzeni i jaźni zagląda tak rzadko? Co sprowadziło
mnie do tej samotni? Lub kto sprowokował to zajście?

Jestem do głębi
poruszony tym odkryciem. Ta świadomość stawia mnie w dziwnej
sytuacji. Ale bez niej być może dalej oplatały by mnie te ziemie aż
w końcu zostałbym bagiennym królem a w ręku dzierżył bym berło w
kształcie węża.


Póki co jednak jestem nieśmiertelny i ciągle chroni mnie Bog dlatego
dziś słaby podźwignalem sie z wody i dryfuje.

A może to demony co zbudzily się do życia w peruwiańskiej norze
zaciagneły mnie tu?

Czuję ich obecność w przestrzeni
swej lecz ciągle jestem architektem tego świata choć oprócz mnie
niewiele tu konstrukcji i istot. Na razie więc chroni mnie wiara
otacza mnie gdy siedzę w swoim czółnie.
Najwyższy już czas wyruszyć z powrotem w stronę dnia, będę dryfował w
stronę słońca a z wiary utkam żagiel.

Myślę, że mam szczęście i mimo wszystko wrócę do prawdziwego
domu choć nie wiem czy pamiętam jak wygląda moja matka... A jeśli
zestarzała się już i nie będę potrafił dostrzec w jej oczach
schronienia mego z młodych lat?

O jak rozpaczam nad dramatem tego życia... Wszak każdy z Nas
ostatecznie zasili muł bezkresnych pól˛ które w końcu zaleje
przerażający ogrom władzy lub przestrzeni, dobra lub zła.
Jak rozpaczam nad próżnoscią walki istot lgnących do ciepła w tym
zimnym świecie. Jak niedaleko mogą odejść od swych
palenisk...ognisk ciepła.
Jak krótkie jest to życie i jak bardzo heroiczne są nasze czyny,
które popełniamy wierząc że budujemy lepszy świat dla siebie i dla
innych.
Jak wspaniali byli Ci ludzie których nie znałem i jak wielu odejdzie
których podziwiam.

Zostaje nam więc budować nasze światy i kochać je. Miłość jest
tak naprawdę jedynym co mamy. Kto tego nie rozumie ślepcem jest
wśród pól tego świata.

A mówi to człowiek który sam nie wie czy żyje i czy nie podzielił
smutnego losu zagubionych duchów gdy dopadły do demony... Do dziś
często nie wiem czym jest materialna przestrzeń, tak przeraziła mnie
wtedy pustka. Do dziś jest ona wszechobecna i czasem daje mi
mądrość a czasem zagubienie.

Kiedy więc tu przybyłem? A może byłem tu zawsze? A może wcale nie
można obudzić się ze snu bo za granicą czeka kolejny sen? A może
myśląc że dryfuję po oceanach swej świadomości kąpię się jako
niemowle w wannie z zimna wodą? I za chwilę się przebudzę by matka
wtulila mnie w swe ramiona?

A może to przedłużająca się szara zima nadaje mi tą barwę? A może
to wszystko to to samo lecz w innym języku? Może przestrzeń to to i
to na raz?
Demon to zima. Miłość to słońce. Port powstał z przestrzeni, domy
z ludzi. Samoloty stworzyli wolno ludzie a wojna wyrosła na
cmentarzach.

  A może wszystko nieustannie tworzy wszystko i określa? Tańcząc
nieustanny taniec instrumentów? Muzyk jest swym instrumentem, Bóg jest
światem, nie dwa lecz jeden,

jansi


 
Dodaj komentarz
nick
e-mail
treść
 
Blogi
x